Gavagai.pl ma budzić. Ma inspirować. Właściwe słowo we właściwej chwili może zmienić świat... umysłem i rękami gotowego na te słowa człowieka.

Gavagai to... repozytorium inspiracji: fragmentów książek, filmów i wierszy... opisów umysłów i czynów wielkich ludzi, których śladem warto podążać. To także repozytorium 25 tysięcy sentencji i aforyzmów.

Temat: Psychologia

-

Szympansy czyli jak działają instytucje społeczne

Krok 1

Umieść 5 szympansów w jednym pokoju. Zawieś banana przy suficie i ustaw drabinę pozwalającą dotrzeć do banana. Upewnij się że nie ma innego sposobu by schwytać banana.

Zainstaluj system, który będzie miał za zadanie wylać lodowatą wodę w całym pomieszczeniu (oczywiście przez sufit) jak tylko któryś z szympansów zacznie wchodzić po drabinie. Szympansy szybko się nauczą , że nie należy wdrapywać się na drabinę.

Krok 2

Po jakimś czasie wyłącz system „polewania lodowatą wodą” . Teraz zastąp jednego z szympansów nowym. Ten nowy wejdzie po drabinie i nie wiedząc czemu dostanie wpierdol od innych. Zastąp jeszcze jednego ze starych szympansów nowym Ten też dostanie wpierdol, i to szympans nr 6 (ten, który był przed nim wprowadzony) będzie bił najmocniej. -Kontynuuj wymianę starych szympansów na nowych, aż będą sami nowi.

Krok 3

Zauważysz że żaden z nich nie będzie się starał wchodzić na drabinę, a jeżeli trafi się jeden, który o tym choćby pomyśli to na pewno dostanie wpierdol od pozostałych profilaktycznie za samą myśl. Najgorsze jest to że żaden z nich nie wie dlaczego.

Chimpanzees – How do the social mechanisms work

Step 1:

Put five chimpanzees into one room. Hang a banana on the ceiling and place a ladder that enables reaching it. Make sure that there is no other way to grasp the banana. Install a system that will pour ice-cold water in the whole room (obviously through the ceiling) as soon as any of the chimpanzees starts climbing the ladder. – Chimpanzees will learn fast, that one should not climb the ladder.

Step 2: After some time turn off the system pouring the ice-cold water. Now replace one chimp by a new one. The new one will climb the ladder and without knowing the reason the others will beat the shit out of him. Replace another old chimp by a new one. This one will be also beaten, and it will be chimp no.6 (the one brought in before him) that will beat most strongly. – Continue to replace the old chimpanzees by new until there are only new ones.

Step 3: You will notice that none of the chimpanzees will try to climb the ladder and if there happens one, that will only think about that, the others will certainly beat the shit out of him. The worst of all is, that none of them knows the reason why. 

Ponieważ kotFragment opowiadania Jacka Dukaja

– Wobec tego inny przykład. Religia Azteków nakazywała im składać bogom ofiary z ludzi. Nie chodziło o jakieś pojedyncze egzekucje: szło to w dziesiątki tysięcy zabitych. Po roku 1450 Meksyk nawiedziła długotrwała susza, co spowodowało klęskę głodu. Interpretacja kataklizmu dokonana przez kapłanów była następująca: ziemia i słońce nie zostały dostatecznie zasilone drogocennym napojem. Znaczy się, krwią. Za mało ofiar. Trzeba więcej. Ale brak już jeńców. Zawarto zatem między sąsiadującymi ze sobą państwami specjalną umowę, aby móc prowadzić bez konsekwencji politycznych wojny dla dostarczenia sobie nawzajem odpowiedniej ilości jeńców. Nazywano je wojnami kwietnymi, guerras floridas. Tak więc w roku 1455 można już było złożyć bogom ofiary z ludzi w liczbie zadowalającej kapłanów. Natychmiast spadły deszcze. Uzyskano obfite plony. Wszystko fakty historyczne.

– Czego to niby ma dowieść?
– Wykaż różnicę pomiędzy następującymi wnioskowaniami: plony były obfite, ponieważ spadł deszcz; deszcz spadł, ponieważ złożono ofiarę.
– Bardzoś przebiegły – śmieje się cicho młodszy. – Różnica jest taka: zawsze po deszczach plony są obfite i można to zaobserwować wielokrotnie; następstwo deszczu po ofiarach z ludzi... nie.

– Ależ ta, tak... o ile składasz te ofiary wystarczająco często.
– Co nie zmienia faktu, że ów związek jest fałszywy.
– Dla ciebie. Dla nich nie. Dlaczego miałby być fałszywy? Potwierdza się każdorazowo. Wiedza bierze się z doświadczenia. Dziecko obserwuje i wyciąga wnioski. Za każdym razem, gdy rozlega sie dzwonek drzwi, ktoś wchodzi do mieszkania. Usłyszawszy, będzie biec sprawdzić kto to. Za każdym razem, gdy podkradnie z szafki cukierek, tatuś wraca do domu pijany. Tych razów może być zaledwie trzy, ale dziecku to wystarczy. Potem dopiero będzie się dziwić, dlaczego on jest pijany, mimo iż akurat cukierka nie wzięło.

[...] Otóż humenizatory [...] mają za zadanie wspomagać poprzez wszczepkę tworzenie się w umyśle dziecka schematów związków przyczynowo-skutkowych. [...] Uświadom sobie, co oznacza takie wspomaganie. Stajesz oto w obliczu zbiegu kilku lub kilkunastu wydarzeń, z którymi dotąd nie miałeś do czynienia. Pozbawiony humenizatora musisz sam rozciągać między nimi nici wynikania i najczęściej rozciągniesz je błędnie, a w przyszłości zatem będziesz musiał jeszcze nie raz korygować zapisane w pamięci ścieżki skojarzeń, w miarę, jak ponawiane doświadczenia będą wykazywały ich fałszywość [...] Humenizatory oszczędzają ci tej nauki, powtarzanych doświadczeń, nakładających się na siebie wspomnień. Pozwól mi na następującą obrazową metaforę: każde doświadczenie korelacji zdarzeń poszerza ci, pogłębia, umacnia połączenia pomiędzy neuronami kodującymi wspomnienia tych zdarzeń. Co oczywiście nie jest dosłowną prawdą, jedynie efektownym uproszczeniem, lecz dobrze oddaje sens zjawiska. W przytoczonych wyżej przykładach wynikania wrażenia wilgoci z przedmiotu woda i wrażenia ciepła z przedmiotu ogień międzyneuronalne połączenie osiąga w końcu taką grubość, że pomyślenie o przyczynie bez automatycznej myśli o skutku jest już niemożliwe. [...]

Całość w zbiorze „Trzynaście kotów”, SuperNOWA, Warszawa 2000

Efekt PigmalionaNa podstawie: Vera F Birkenbihl, Komunikacja Niewerbalna

Siła naszych oczekiwań w stosunku do innych ludzi jest tak duża, że mogą one wpływać na ich zachowanie. Nazywamy to samospełniającą się przepowiednią: nasze oczekiwania w stosunku do innych decydują często o ich rozwoju.

Gdy przyjmujemy ludzi takimi, jakimi są, czynimy ich gorszymi, gdy natomiast traktujemy ich tak, jakby byli tym, czym być powinni, wydobywamy z nich to najlepsze, na co ich stać

– Goethe sentencje

Efekt Pigmaliona możemy nawet zauważyć przy pracy ze zwierzętami. Rosenthal studiował między innymi wpływ określonych oczekiwań na zachowanie się szczurów. na seminarium, w którym uczestniczyło dwunastu studentów, opowiedział następującą historyjkę: Stwierdzono, że jest możliwe wyhodowanie inteligentnej rasy szczurów. Jeżeli nauczymy szczury szybkiej orientacji w labiryncie, to już ich potomstwo będzie należało do inteligentnej rasy. W celu zademonstrowania powyższej teorii przydzielono każdemu ze studentów po pięć szczurów. Zgodnie z instrukcją studenci mieli za zadanie nauczyć szczury poruszania się w ciemnym ramieniu labiryntu, uformowanego w kształt litery T.
Sześciu studentom powiedziano, ze ich szczury były szkolone i pochodzą już z tej inteligentnej rasy. Pozostałym powiedziano, że ich szczury są normalne, głupie zwierzęta doświadczalne. W rzeczywistości były one wszystkie takie same.
Różnice w osiągnięciach pomiędzy grupami były z dnia na dzień coraz większe. Szczury, które przez studentów były uważane za inteligentne, poprawiły swoje wyniki w widoczny sposób. Poruszały się w labiryncie dużo szybciej i pewniej niż te „głupie” . „Inteligentne” miały11 proc. nieudanych prób, podczas gdy „głupie” już na starcie 29 proc.

Analiza wyników doświadczeń doprowadziła do bardzo interesujących spostrzeżeń. Studenci, którzy wierzyli, że mają do czynienia z „inteligentnymi” szczurami, mieli do nich zupełnie inny stosunek niż ci, którzy pracowali ze szczurami głupimi, byli w przeciwieństwie do swoich kolegów wewnętrznie spokojniejsi oraz bardziej zainteresowani eksperymentem. Zadziwiające było to, że studenci, którzy mieli do czynienia z „inteligentnymi” szczurami, rzadziej do nich mówili, ale często ich dotykali – w przeciwieństwie do studentów z drugiej grupy, którzy krzyczeli na swoich podopiecznych i wymyślali im przy każdym źle wykonanym zadaniu.

A teraz na ludziach:

W jednej ze szkół podstawowych, w socjalnie słabej dzielnicy, został przeprowadzony niewerbalny test IQ. Profesor Rosenthal powiedział nauczycielom, iż na podstawie tego testu można sprawdzić „intelektualny potencjał” człowieka. Szkoła była sześcioklasowa i miała 18 klas. Uczniów podzielono na „ponadprzeciętnych” , „przeciętnych” , oraz tych „poniżej poziomu” .

Profesor Rosenthal bez oglądania testów wybrał z każdej klasy 20 proc. uczniów, oznajmiając, iż są to „uczniowie z przyszłością” i w tym roku szkolnym należy spodziewać się z ich strony wyjątkowych postępów w nauce. Takie nagłe polepszenie wyników nauczania nie było w ogóle możliwe, istniało tylko w wyobraźni nauczycieli. Osiem miesięcy później jeszcze raz przeprowadzono ten sam test ze wszystkimi dziećmi. Dzieci w grupie badanej (czyli te „bardzo inteligentne” ) poprawiły wartość swojego IQ w stosunku do innych średnio o 4 punkty, i to tylko dlatego, że zostały potraktowane jako „inteligentne” . tak więc ten, kto został zaklasyfikowany jako „obiecujący” , robił postępy w porównaniu z innymi, i to obojętnie w jakim przedmiocie.

Efekt Pigmaliona działa tak samo nie tylko wtedy gdy założymy intelektualne cele nauczania. Na obozie letnim, który zorganizowano w celu nauki pływania, byli czternastoletni chłopcy i dziewczynki. Uczestników obozu podzielono na dwie grupy. Nauczycieli poinformowano, iż w jednej grupie są same talenty pływackie – i rzeczywiście, po dwóch tygodniach trwania kursu członkowie tej „zdolnej” grupy pływali dużo lepiej od pozostałych.

Te i inne eksperymenty zostały szczegółowo opisane w książce pomysłodawcy:
R. Rosenthal: Experimental Efects in behavioral Research, New York 1966

W mózgu mistrza Artykuł ściągnięty z portalu www.Biologia.pl

Jak mózg arcymistrza szachowego różni się od mózgu młodego adepta sztuki szachowej, który ma kłopoty z odróżnieniem pionka od króla? Niemieccy naukowcy odpowiedzieli na to pytanie, badając sposób działania mózgu u arcymistrzów i amatorów szachowych.

Okazało się, że u amatorów podczas gry bardzo aktywny jest płat skroniowy mózgu, który analizuje nieznane sytuacje na szachownicy, za to u mistrzów intensywnie działają płaty czołowe i ciemieniowe, w których znajdują się ośrodki pamięci długotrwałej. To znaczy, że tylko amatorzy myślą nad szachownicą. Mistrz ze znudzeniem przegląda kilkaset tysięcy wcześniej zapamiętanych ruchów i wybiera spośród nich najbardziej odpowiednią kombinację.

Na tej podstawie badacze stwierdzili, że umysł arcymistrza wcale nie pracuje szczególnie olśniewająco ani błyskotliwie. Jest wręcz przeciwnie: geniusz rodzi się po wielu latach mozolnego treningu pamięci. Przynajmniej geniusz szachowy...

Fot. Nature.

Pattern of focal gamma-bursts in chess players. O. Amidzic, H. J. Riehle, T. Fehr, C. Wienbruch, T. Elbert. Nature 412: 603 (2001).

Tomasz Witkowski: Psychomanipulacje Fragment rozdziału Pranie mózgu

Analiza metod stosowanych w chińskich obozach jenieckich wykazała, że opiera się ona w głównej mierze na zjawisku dysonansu poznawczego i odbywała się wbrew wyobrażeniom dość łagodnie. Łagodne traktowanie dawało zresztą najlepsze, najtrwalsze w sensie zmiany postawy efekty. Jeńca podczas rozmowy pytano po prostu o to, czy dostrzega jakieś niedoskonałości systemu politycznego panującego w Stanach Zjednoczonych. Przeciętny, rozsądny człowiek nie miał powodów, żeby twierdzić, że system jest idealny. [...] Rozmówca z zainteresowaniem wypytywał o szczegóły, prosił o podawanie przykładów. Po pewnym czasie wracano do tej rozmowy, Następnie proszono jeńca o zapisanie tego, o czym opowiadał. Kolejno wykorzystywano taki materiał (lub jego fragmenty) w dyskusji z innymi więźniami, w obozowym radiowęźle, jako materiał propagandowy w innych obozach. W ten sam sposób sekwencja mogła rozwijać się od prośby o określenie przynajmniej jednej pozytywnej rzeczy w komunizmie. W konsekwencji takich rozmów i działań więzień sam dochodził do wniosku, że oto kolaboruje z wrogiem. To stwarzało silny dysonans poznawczy i konieczność jego redukcji [...]

Redukcja dysonansu poznawczego następuje wtedy, kiedy szukamy usprawiedliwienia dla własnego postępowania. Przykład – usprawiedliwiamy własny zły postępek (np. drobne kradzieże) wobec kogoś tym, ze ten ktoś jest świnią i na to zasługuje. Przykład drugi: (opis eksperymentu L. Festinge, M. Carlsmith, 1959; pożyczone również z Witkowskiego) badanym dano do wykonania jakąś pracę połowie płacąc $20 a drugiej połowie $1. Ci którzy otrzymali 20 uważali, że praca była nudna i monotonna, ci natomiast, którzy otrzymali za pracę tylko 1$1, ocenili pracę jako bardziej interesującą i ciekawą!

Witajcie w życiu

Ilustracja opisanych wyżej technik manipulacji: film „Witajcie w życiu”

Twórcy filmu „Witajcie w życiu” , opowiadającego o korporacji Amway, dopuścili się pomówienia wobec tej firmy – uznał Łódzki Sąd Rejonowy. Sąd zdecydował o warunkowym umorzeniu postępowania karnego na rok. Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami i uzasadnienie orzeczenia jest tajne. Wyrok nie jest prawomocny.

Sąd uznał, że reżyser filmu Henryk Dederko i producent Jacek Gwizdała dopuścili się pomówienia przez podanie w filmie nieprawdziwych danych dotyczących firmy Amway. Zdaniem sądu, niektóre twierdzenia, które znalazły się w filmie, mogły narazić firmę na utratę zaufania potrzebnego do prowadzenia działalności gospodarczej.

Przedmiotem trwającego od listopada 1997 roku sporu jest 56- minutowy dokument, w którym kilku dystrybutorów Amwaya przedstawia ideologię tej firmy, metody werbowania współpracowników i fragmenty ich szkolenia. Reżyser filmu Henryk Dederko i producent Jacek Gwizdała zostali w czerwcu 1999 r. uniewinnieni, ale po apelacji Amway Polska spółka z o.o. proces toczył się od nowa.

Według korporacji, dokument ukazuje nieprawdziwy wizerunek firmy i jej dystrybutorów, przekazuje fałszywe dane o strukturze sprzedaży i dystrybucji zysków. Korporacja zarzuca autorom, że film naraził ją na utratę społecznego zaufania potrzebnego do prowadzenia działalności gospodarczej.

Dederko i Gwizdała nie zgadzają się z zarzutami. Twierdzą, że film jest „dokumentem o stanie świadomości ludzi pracujących dla Amwaya” .

W czerwcu 1999 r. sąd uniewinnił twórców od wszystkich zarzutów. Kilka miesięcy później, w grudniu 1999 r., Sąd Okręgowy, który rozpatrzył apelację Amwaya, zdecydował o przekazaniu sprawy sądowi pierwszej instancji do ponownego rozpatrzenia. Ze względu na to, że sprawa toczyła się przy drzwiach zamkniętych, uzasadnienie orzeczeń jest tajne.
Film „Witajcie w życiu” zdobył w listopadzie 1997 r. Grand Prix VIII Festiwalu Mediów w Łodzi. Kilka dni później miał być pokazany przez Telewizję Polską SA, która kupiła prawa do filmu i stała się jego właścicielem.

Do emisji jednak nie doszło, ponieważ na wniosek Amwaya w listopadzie 1997 warszawski Sąd Wojewódzki wydał zakaz rozpowszechniania dokumentu. Miało to zabezpieczyć powództwo kilku dystrybutorów Amwaya występujących w filmie, którzy poczuli się dotknięci jego treścią.

Film nie będzie mógł być publicznie pokazany do czasu zakończenia wszystkich wytoczonych w tej sprawie procesów, o ile zapadną wyroki korzystne dla jego autorów.

W związku z filmem firma Amway, jej dystrybutorzy oraz Network Twenty-One (sprzedawca produktów korporacji) wytoczyli twórcom trzy procesy cywilne i jeden karny.(iza)

Dariusz Tarczyński: „Słowa-Klucze” (fragment wstępu)

Nie mam wątpliwości, że kiedy rzucę kamień po raz setny w górę, po raz setny spadnie on na ziemię. Jestem przekonany, że i po tysięcznym rzucie sytuacja również się nie zmieni i kamień również musi spaść. Na podstawie powtarzalnych wyników tego doświadczenia formułuję prawa, jakimi rządzi się otaczający mnie świat. Od pokoleń człowiek poszukuje wzorców w przyrodzie, czyli powtarzalnych zdarzeń. Poprzez nasze zmysły staramy się dostrzec wszelkie niezwykłości otoczenia, natomiast rozum próbuje z tych wyróżników ułożyć powtarzalny schemat.

Przypomniało mi się w tym momencie pewne słuchowisko radiowe, które nadano kilkanaście lat temu. Akcja tej radiowej powieści dzieje się w starożytnym Egipcie. Na początku audycji daje się słyszeć szybki tupot nóg, a potem tępy odgłos uderzenia, jęk i odgłos padającego ciała. Następnie jeden z kapłanów, jak się potem okazuje, wyznawców boga Ra pyta swego przełożonego, wyższego kapłana czy prowadzić dalej doświadczenie? Arcykapłan odpowiada, że nie jest to konieczne i że już można sformułować wniosek. ” po przeprowadzeniu tysiąca prób z niewolnikami, można stwierdzić, że głową muru nie przebijesz” .

Nie wątpimy w istnienie praw uniwersalnych, dzięki którym istnieje cały wszechświat, fizycy poszukują nawet jednego uniwersalnego prawa opisującego wszystko, zupełnie tak jak kiedyś alchemicy szukali kamienia filozoficznego.

W tej książce zajmiemy się innymi wzorami i zasadą działania nieco innych schematów.

Głównym przesłaniem niniejszej książki jest założenie istnienia praw, którymi posługuje się człowiek, bez względu na ich rzeczywistą wartość. Inaczej to ujmując, jeżeli my, ludzie jesteśmy przekonani o słuszności jakiegoś twierdzenia, to nie jest istotne z naszego indywidualnego punktu widzenia jaka jest obiektywna prawda. Subiektywna prawda każdego z nas stanowi prawdę obiektywną Jeżeli kolonizatorzy Ameryki Północnej byli przekonani, że Indianie byli dzikimi zwierzętami, to ich przekonanie pozwalało im ich zabijać i torturować bez skrupułów. To zaś, że tubylcy byli inteligentnymi ludźmi o odmiennej kulturze i tradycji, w tym przypadku w ogóle nie było istotne. Jeżeli żyjemy w przekonaniu, że wyższe stanowisko jest powiązane z wartościowszym człowiekiem, to jest to dla nas prawda obiektywna. Automatycznie będziemy czuć się mniej wartościowymi ludźmi, jeśli nasze stanowisko będzie niższe. Słowo „niższe” automatycznie odbieramy jako synonim słowa „gorsze” .<

Są wzorce kulturowe, które wymuszają na nas pewien specyficzny ogląd świata. Wszyscy posługujemy się tym samym kodem kulturowym i wartościujemy w podobny sposób. Szczególnie, jeżeli jakiś system lub ocena utrwali się jako wspólna wartość, wówczas traktujemy ją jako prawdę obiektywną.

[...]Każdy fizyk zaneguje pogląd, że góra jest lepsza od dołu. Jednak kiedy na konferencji zostanie posadzony na niższym krześle niż jego koledzy, poczuje się poniżony.

Oznacza to, że istnieje pewien schemat stałych odniesień symbolicznych, lub przynajmniej wolno zmieniających się w czasie, które są wspólne, mimo swojego subiektywizmu dla większej grupy społecznej.

Zwykle zapominamy o najprostszych rzeczach. Są tak oczywiste, że stają się częścią naszego typowego obrazu rzeczywistości i przestajemy je widzieć. Nasz sposób widzenia świata opiera się na widzeniu tego, co nietypowe, inne, a nie rzeczy i faktów, które są naszą codziennością. Jest to zapewne wynik naszego przystosowania się ewolucyjnego. To co nietypowe, wyróżniające się z tła, z pewnością było dla naszych przodków zagrożeniem lub informacją pomagającą w przetrwaniu, czymś nowym, co należy zanalizować pod kątem szansy przeżycia. Nowość, nietypowość, jest dla nas bodźcem zwiększającym koncentrację uwagi. Każda forma komunikacji jest komunikacją jak gdyby zanurzoną w polu wieloznaczności. Jeżeli podczas wykładów wskazałem na stół i wypowiedziałem słowo „stół” , ta każdy z moich uczniów pomimo, że widziała przedmiot, o którym mówiłem, rozumiał pod tym pojęciem nieco inny stół, miał nieco inne skojarzenia, nieco inne odniesienia, i doświadczenia związane z tym słowem. Nie jesteśmy identyczni, nie mamy identycznego wieku, płci, rodziców, historii. Słowa, które wypowiadamy, nie są słowami, które słyszą inni. Jeżeli wyznaję miłość lub nienawiść drugiej osobie, ona nigdy nie pozna mojej miłości czy nienawiści, może się jej jedynie opierać w oparciu o własne przeżycia i własne przemyślenia na ten temat. Można się tylko zdziwić jak to jest, że mim wszystko potrafimy się jakoś porozumieć.

Prawdopodobnie podstawowy rdzeń znaczenia każdego słowa jest stały. Filolog podzieliłby znaczenie wypowiedzi na dosłowne i przenośne. Słowo jest symbolem i ma charakter wieloznaczny. To, że wybieramy sobie nieco inne odniesienie tej wieloznaczności nie zmienia faktu, że wszystkie te odniesienia będą zanurzone w ogólnym, większym wspólnym polu wieloznaczności. [...] Jeżeli powiem słowo „dom” , każdy z nas będzie to słowo interpretował w nieco inny sposób. Dla jednych samo słowo, bez bliżej podanego kontekstu, będzie się raczej kojarzyło z budynkiem lub mieszkaniem, inni potraktują to słowo jako przenośnię dotyczącą ogniska rodzinnego lub dzieciństwa, dla jeszcze innych skojarzy się z nuda i ograniczeniami.. Nie oznacza to, że słowo to ma tyle znaczeń dosłownych, raczej nieskończoną ilość odniesień symbolicznych, które możemy potraktować jako przenośnie dodające głębi słowu „dom” . Określenia te będą różne w zależności od charakteru, nastroju, wieku, płci i wreszcie osobowości człowieka, który wypowiada to słowo. Symbol ze swej natury jest wieloznaczny. Skoro przyjmuję, że słowo jest symbolem, rozumianym bardziej jako „znak słowny” , muszę jako konsekwencję takiego rozumowania przyjąć wieloznaczność każdego słowa, a dosłowność wypowiedzi jako kolejną formę umowną. Oznacza to, że każda wypowiedź jest informacją wielopoziomową, z której wydobywamy istotne dla siebie fakty w bardzo ograniczonym zakresie. Jeżeli nauczymy się odczytywać ową wieloznaczność w większym zakresie, może to być niezwykle pomocne narzędzie w analizie osobowości. [...] Jako jednostki jesteśmy tak mocno zainteresowani własna osobą, że postrzeganie innych oraz ich problemów przychodzi nam z dużym trudem i niejako przez pryzmat własnej osoby i własnych potrzeb.

Jeżeli podczas gry w pokera pomoże ci, że okręcisz kapelusz o sto osiemdziesiąt stopni, to znaczy, że naprawdę ci to pomogło, choć kapelusz jako taki nie ma żadnej magicznej mocy.

Robert A. Heinlein

Erik Bierne: W co grają ludzie

Rozważ następującą wymianę zdań pomiędzy pacjentką (P) a terapeutą (T):

P: Mam nowy plan – być punktualną
T: Spróbuję współpracować.
P: To mnie nie obchodzi. Robię to dla siebie samej... Zgadnij jaki stopień dostałam na egzaminie z historii?
T: B+
P: Skąd wiedziałeś?
T: Ponieważ boisz się dostawać A
P: Tak, miałam A, przejrzałam swoją pracę i wykreśliłam trzy dobre odpowiedzi, a w ich miejsce wstawiłam trzy złe.
T: Podoba mi się rozmowa. Nie ma w niej Skwera.
P: Wiesz, wczoraj wieczorem myślałam o tym, jak bardzo się rozwinęłam. Wyliczyłam, żę teraz jestem Skwerem w 17 procentach.
T: Skoro dziś jest zero, masz prawo do 34 procentowego rabatu w następnej rundzie
P: To wszystko zaczęło się sześć miesięcy temu, kiedy to patrzyłam na swój ekspres do kawy i po raz pierwszy naprawdę go zobaczyłam. i wiesz, jak jest teraz, wiesz, że słyszę śpiew ptaków i patrzę na ludzi, a oni są wtedy prawdziwymi ludźmi i co najważniejsze, ja też jestem wtedy naprawdę. I nie tylko wtedy, ale teraz tutaj jestem naprawdę. Pewnego dnia stałam w galerii patrząc na obraz. jaki człowiek podszedł do mnie i powiedział: „Gauguin jest bardzo sympatyczny, prawda?” Wtedy ja odpowiedziałam: „Ty też mi się podobasz” . Więc wyszliśmy i wypiliśmy drinka i on okazał się bardzo miłym facetem.

Tekst ten przedstawia wolną od Skwera i od gry konwersację pomiędzy dwoma autonomicznymi Dorosłymi, z następującymi uwagami:
„Mam nowy plan – być punktualną” . Deklaracja ta została podjęta post factum. Pacjentka prawie zawsze się spóźniała. Tym razem była punktualna. Gdyby punktualność była postanowieniem, aktem „siły woli” , presją Rodzica na Dziecko, wywieraną tylko po to, by ją odrzuciło, powinna być ogłoszona przed faktem: „Od następnego roku nie będę się spóźniać” . Byłoby to próbą ustanowienia gry. Nie była nią przytoczona deklaracja. Była to decyzja Dorosłego, plan, a nie postanowienie. Od tej pory pacjentka nie spóźniała się.

„Spróbuję współpracować” . Nie było to oświadczenie „podtrzymujące” ani pierwsze posunięcie w nowej grze „Ja tylko próbuję ci pomóc” . Godzina spotkań pacjentki z terapeutą następowała po przerwie a lunch. Ponieważ ta notorycznie się spóźniała, on przyzwyczaił się z tego korzystać i również się spóźniał. Terapeuta wiedział, że deklaracja jest poważna i dlatego złożył swoją. Transakcja ta stanowiła kontrakt dwojga Dorosłych, którzy go dotrzymali, nie zaś złośliwość Dziecka wobec Rodzica, który z racji swej pozycji czuł się zmuszony do odegrania roli „dobrego tatusia” , okazującego chęć współpracy.

„To mnie nie obchodzi” . pacjentka mówiąc to kładzie nacisk na fakt, że jej punktualność jest trwałą decyzją, a nie czczą deklaracją która miałaby być wykorzystana jako element gry w pseudouległości.

„Zgadnij jaki stopień dostałam?” . Jest to rozrywka, której oboje są świadomi i wiedzą, że mogą w niej uczestniczyć. Terapeuta nie musiał manifestować swojej czujności przez zwrócenie uwagi pacjentce, że jest to rozrywka, ponieważ ona także o tym wiedziała i nie musiała powstrzymywać się od udziału w niej tylko dlatego, że on tak to nazwał. „B+” . Terapeuta wywnioskował, że w jej przypadku był to jedyny możliwy stopień i że nie ma powodu, by tego nie powiedzieć. Pod wpływem fałszywej skromności, czy też z obawy przed nietrafieniem, mógłby udawać, że nie wie.

„Skąd wiedziałeś?” . Było to pytanie Dorosłego, a nie gra w „Ach, jaki Pan jest wspaniały” i zasługiwało na stosowną odpowiedź. „Tak, miałam A” . To była prawdziwa próba. Pacjentka nie starała się racjonalizować czy usprawiedliwiać, lecz uczciwie stawiła czoła własnemu Dziecku. „Podoba mi się ta rozmowa” . Ta i następne żartobliwe uwagi były wyrazem wzajemnego szacunku Dorosłych, może z niewielką domieszką rozrywki Rodzic – Dziecko, na którą oboje świadomie się zgodzili.

„Po raz pierwszy naprawdę go zobaczyłam” . Pacjentka ma teraz prawo do własnej świadomości i nie musi już widzieć ekspresów do kawy i ludzi w sposób, w jaki przykazali jej rodzice. „Teraz tutaj jestem naprawdę” . Ona nie żyje już dłużej w przyszłości czy przeszłości, ale potrafi zwięźle je analizować, jeśli służy to jakiemuś pożytecznemu celowi.

powiedziałam: „Ty mi się też podobasz” . Nie musisz już tracić czasu na grę w Galerię sztuki” ze świeżo poznanym znajomym, chociaż umiałaby to, gdyby chciała.

Terapeuta ze swojej strony nie czuje się zobowiązany do gry w „Psychiatrię” . Choć nadarzyło się kilka okazji, żeby poruszyć zagadnienie mechanizmów obronnych, przeniesienia i interpretacji symbolicznej, był on w stanie pominąć je bez najmniejszej obawy. Chyba jednak warto było sprawdzić, które odpowiedzi pacjentka wykreśliła ze swej pracy egzaminacyjnej (mogło się to kiedyś przydać). [...]

Autorzy, których dziełami warto się zainteresować w tym temacie

... Gdy wykorzystujemy schematy poznawcze do przechowania informacji (a czynimy to bardzo często), informacje te w naszej pamięci mogą ulegać różnym zniekształceniom. Najczęściej zniekształcenie to polega na zmianie właściwości jakiegoś obiektu lub zjawiska w kierunku właściwości typowych. [...] W pokoju umieszczano przedmioty ... typowe dla pomieszczeń biurowych ... ciekawe jednak było, to, że wielu badanych wymieniało przedmioty, które zwykle są w typowym pokoju biurowym, ale których w tym akurat nie było ... Kiedy badanych proszono o przypomnienie sobie wyglądu pokoju, odwoływali się oni po prostu do schematu pokoju biurowego.

Nie mam wątpliwości, że kiedy rzucę kamień po raz setny w górę, po raz setny spadnie on na ziemię. Jestem przekonany, że i po tysięcznym rzucie sytuacja również się nie zmieni i kamień również musi spaść. Na podstawie powtarzalnych wyników tego doświadczenia formułuję prawa, jakimi rządzi się otaczający mnie świat. Od pokoleń człowiek poszukuje wzorców w przyrodzie, czyli powtarzalnych zdarzeń. Poprzez nasze zmysły staramy się dostrzec wszelkie niezwykłości otoczenia, natomiast rozum próbuje z tych wyróżników ułożyć powtarzalny schemat.

Przypomniało mi się w tym momencie pewne słuchowisko radiowe, które nadano kilkanaście lat temu. Akcja tej radiowej powieści dzieje się w starożytnym Egipcie. Na początku audycji daje się słyszeć szybki tupot nóg, a potem tępy odgłos uderzenia, jęk i odgłos padającego ciała. Następnie jeden z kapłanów, jak się potem okazuje, wyznawców boga Ra pyta swego przełożonego, wyższego kapłana czy prowadzić dalej doświadczenie? Arcykapłan odpowiada, że nie jest to konieczne i że już można sformułować wniosek. ” po przeprowadzeniu tysiąca prób z niewolnikami, można stwierdzić, że głową muru nie przebijesz” .

Nie wątpimy w istnienie praw uniwersalnych, dzięki którym istnieje cały wszechświat, fizycy poszukują nawet jednego uniwersalnego prawa opisującego wszystko, zupełnie tak jak kiedyś alchemicy szukali kamienia filozoficznego.

W tej książce zajmiemy się innymi wzorami i zasadą działania nieco innych schematów.

Głównym przesłaniem niniejszej książki jest założenie istnienia praw, którymi posługuje się człowiek, bez względu na ich rzeczywistą wartość. Inaczej to ujmując, jeżeli my, ludzie jesteśmy przekonani o słuszności jakiegoś twierdzenia, to nie jest istotne z naszego indywidualnego punktu widzenia jaka jest obiektywna prawda. Subiektywna prawda każdego z nas stanowi prawdę obiektywną Jeżeli kolonizatorzy Ameryki Północnej byli przekonani, że Indianie byli dzikimi zwierzętami, to ich przekonanie pozwalało im ich zabijać i torturować bez skrupułów. To zaś, że tubylcy byli inteligentnymi ludźmi o odmiennej kulturze i tradycji, w tym przypadku w ogóle nie było istotne. Jeżeli żyjemy w przekonaniu, że wyższe stanowisko jest powiązane z wartościowszym człowiekiem, to jest to dla nas prawda obiektywna. Automatycznie będziemy czuć się mniej wartościowymi ludźmi, jeśli nasze stanowisko będzie niższe. Słowo „niższe” automatycznie odbieramy jako synonim słowa „gorsze” .

Są wzorce kulturowe, które wymuszają na nas pewien specyficzny ogląd świata. Wszyscy posługujemy się tym samym kodem kulturowym i wartościujemy w podobny sposób. Szczególnie, jeżeli jakiś system lub ocena utrwali się jako wspólna wartość, wówczas traktujemy ją jako prawdę obiektywną.

[...]Każdy fizyk zaneguje pogląd, że góra jest lepsza od dołu. Jednak kiedy na konferencji zostanie posadzony na niższym krześle niż jego koledzy, poczuje się poniżony.

Oznacza to, że istnieje pewien schemat stałych odniesień symbolicznych, lub przynajmniej wolno zmieniających się w czasie, które są wspólne, mimo swojego subiektywizmu dla większej grupy społecznej.

Zwykle zapominamy o najprostszych rzeczach. Są tak oczywiste, że stają się częścią naszego typowego obrazu rzeczywistości i przestajemy je widzieć. Nasz sposób widzenia świata opiera się na widzeniu tego, co nietypowe, inne, a nie rzeczy i faktów, które są naszą codziennością. Jest to zapewne wynik naszego przystosowania się ewolucyjnego. To co nietypowe, wyróżniające się z tła, z pewnością było dla naszych przodków zagrożeniem lub informacją pomagającą w przetrwaniu, czymś nowym, co należy zanalizować pod kątem szansy przeżycia. Nowość, nietypowość, jest dla nas bodźcem zwiększającym koncentrację uwagi. Każda forma komunikacji jest komunikacją jak gdyby zanurzoną w polu wieloznaczności. Jeżeli podczas wykładów wskazałem na stół i wypowiedziałem słowo „stół” , ta każdy z moich uczniów pomimo, że widziała przedmiot, o którym mówiłem, rozumiał pod tym pojęciem nieco inny stół, miał nieco inne skojarzenia, nieco inne odniesienia, i doświadczenia związane z tym słowem. Nie jesteśmy identyczni, nie mamy identycznego wieku, płci, rodziców, historii. Słowa, które wypowiadamy, nie są słowami, które słyszą inni. Jeżeli wyznaję miłość lub nienawiść drugiej osobie, ona nigdy nie pozna mojej miłości czy nienawiści, może się jej jedynie opierać w oparciu o własne przeżycia i własne przemyślenia na ten temat. Można się tylko zdziwić jak to jest, że mim wszystko potrafimy się jakoś porozumieć.

Prawdopodobnie podstawowy rdzeń znaczenia każdego słowa jest stały. Filolog podzieliłby znaczenie wypowiedzi na dosłowne i przenośne. Słowo jest symbolem i ma charakter wieloznaczny. To, że wybieramy sobie nieco inne odniesienie tej wieloznaczności nie zmienia faktu, że wszystkie te odniesienia będą zanurzone w ogólnym, większym wspólnym polu wieloznaczności. [...] Jeżeli powiem słowo „dom” , każdy z nas będzie to słowo interpretował w nieco inny sposób. Dla jednych samo słowo, bez bliżej podanego kontekstu, będzie się raczej kojarzyło z budynkiem lub mieszkaniem, inni potraktują to słowo jako przenośnię dotyczącą ogniska rodzinnego lub dzieciństwa, dla jeszcze innych skojarzy się z nuda i ograniczeniami.. Nie oznacza to, że słowo to ma tyle znaczeń dosłownych, raczej nieskończoną ilość odniesień symbolicznych, które możemy potraktować jako przenośnie dodające głębi słowu „dom”. Określenia te będą różne w zależności od charakteru, nastroju, wieku, płci i wreszcie osobowości człowieka, który wypowiada to słowo. Symbol ze swej natury jest wieloznaczny. Skoro przyjmuję, że słowo jest symbolem, rozumianym bardziej jako „znak słowny” , muszę jako konsekwencję takiego rozumowania przyjąć wieloznaczność każdego słowa, a dosłowność wypowiedzi jako kolejną formę umowną. Oznacza to, że każda wypowiedź jest informacją wielopoziomową, z której wydobywamy istotne dla siebie fakty w bardzo ograniczonym zakresie. Jeżeli nauczymy się odczytywać ową wieloznaczność w większym zakresie, może to być niezwykle pomocne narzędzie w analizie osobowości. [...] Jako jednostki jesteśmy tak mocno zainteresowani własna osobą, że postrzeganie innych oraz ich problemów przychodzi nam z dużym trudem i niejako przez pryzmat własnej osoby i własnych potrzeb.

Rozważ następującą wymianę zdań pomiędzy pacjentką (P) a terapeutą (T):

P: Mam nowy plan – być punktualną
T: Spróbuję współpracować.
P: To mnie nie obchodzi. Robię to dla siebie samej... Zgadnij jaki stopień dostałam na egzaminie z historii?
T: B+
P: Skąd wiedziałeś?
T: Ponieważ boisz się dostawać A
P: Tak, miałam A, przejrzałam swoją pracę i wykreśliłam trzy dobre odpowiedzi, a w ich miejsce wstawiłam trzy złe.
T: Podoba mi się rozmowa. Nie ma w niej Skwera.
P: Wiesz, wczoraj wieczorem myślałam o tym, jak bardzo się rozwinęłam. Wyliczyłam, żę teraz jestem Skwerem w 17 procentach.
T: Skoro dziś jest zero, masz prawo do 34 procentowego rabatu w następnej rundzie
P: To wszystko zaczęło się sześć miesięcy temu, kiedy to patrzyłam na swój ekspres do kawy i po raz pierwszy naprawdę go zobaczyłam. i wiesz, jak jest teraz, wiesz, że słyszę śpiew ptaków i patrzę na ludzi, a oni są wtedy prawdziwymi ludźmi i co najważniejsze, ja też jestem wtedy naprawdę. I nie tylko wtedy, ale teraz tutaj jestem naprawdę. Pewnego dnia stałam w galerii patrząc na obraz. jaki człowiek podszedł do mnie i powiedział: „Gauguin jest bardzo sympatyczny, prawda?” Wtedy ja odpowiedziałam: „Ty też mi się podobasz” . Więc wyszliśmy i wypiliśmy drinka i on okazał się bardzo miłym facetem.

You have grown up in a culture which has taught you taht you are not responsible for your feelings even though the syllogistic truth is that you always were. You've learned a host of sayings to defend yourself against the fact that you do not control your feelings. Here is a brief list of such utterances that you have used over and over:

You hurt my feelings „I hurt my feelings because of the things I told myself about your reaction to me.
You make me feel bad. I made myself feel bad.
I can't help the way I feel. I can help the way I feel, but I've chosen to feel upset.
I just feel angry, don't ask me to explain it. I've decided to be angry, because I can usually manipulate others with my anger, since they think I control them.
He makes me sick. I make myself sick.
Heights scare me. I scare myself at high places.
You are embarassing me. I'm embarrassing myself.
She really turns me on. I turn myself on whenever I'm near her.„
You made a fool of me in public. I made myself feel foolish by taking your opinions of me more seriously than my own, and believing that others would do the same.

 

Do tej pory rozważaliśmy przede wszystkim umiejętności językowe i przestrzenne. Ale mózg to coś więcej niż tylko maszyna licząca. Determinuje on nasze uczucia, naszą zdolność do reagowania na nie i do ich wyrażania. Sandra Witleson badała, jak ludzie reagują na informacje emocjonalne przekazywane do prawej półkuli, a jak na te przekazywane do lewej. Oparła to badanie na znanym fakcie, że wyobrażenia wizualne ograniczone do prawostronnego pola widzenia przekazywane są do lewej półkuli, natomiast obrazy pojawiające się jedynie w lewostronnym polu widzenia - do prawej.
Wyobrażenia wzrokowe, którymi się posłużyła, były naładowane emocjonalnie. Stwierdziła, że kobiety rozpoznawały emocjonalną treść niezależnie od tego, do której półkuli mózgowej obraz był przekazywany. Mężczyźni rozpoznawali treści emocjonalne tylko wówczas, gdy obraz przekazywany był do półkuli prawej.

Analiza metod stosowanych w chińskich obozach jenieckich wykazała, że opiera się ona w głównej mierze na zjawisku dysonansu poznawczego i odbywała się wbrew wyobrażeniom dość łagodnie. Łagodne traktowanie dawało zresztą najlepsze, najtrwalsze w sensie zmiany postawy efekty. Jeńca podczas rozmowy pytano po prostu o to, czy dostrzega jakieś niedoskonałości systemu politycznego panującego w Stanach Zjednoczonych. Przeciętny, rozsądny człowiek nie miał powodów, żeby twierdzić, że system jest idealny. [...] Rozmówca z zainteresowaniem wypytywał o szczegóły, prosił o podawanie przykładów. Po pewnym czasie wracano do tej rozmowy, Następnie proszono jeńca o zapisanie tego, o czym opowiadał. Kolejno wykorzystywano taki materiał (lub jego fragmenty) w dyskusji z innymi więźniami, w obozowym radiowęźle, jako materiał propagandowy w innych obozach. W ten sam sposób sekwencja mogła rozwijać się od prośby o określenie przynajmniej jednej pozytywnej rzeczy w komunizmie. W konsekwencji takich rozmów i działań więzień sam dochodził do wniosku, że oto kolaboruje z wrogiem. To stwarzało silny dysonans poznawczy i konieczność jego redukcji [...]

Redukcja dysonansu poznawczego następuje wtedy, kiedy szukamy usprawiedliwienia dla własnego postępowania. Przykład – usprawiedliwiamy własny zły postępek (np. drobne kradzieże) wobec kogoś tym, ze ten ktoś jest świnią i na to zasługuje. Przykład drugi: (opis eksperymentu L. Festinge, M. Carlsmith, 1959; pożyczone również z Witkowskiego) badanym dano do wykonania jakąś pracę połowie płacąc $20 a drugiej połowie $1. Ci którzy otrzymali 20 uważali, że praca była nudna i monotonna, ci natomiast, którzy otrzymali za pracę tylko 1$1, ocenili pracę jako bardziej interesującą i ciekawą!

Fragment rozdziału Pranie mózgu

Szare masy społeczeństwa są zwykle znacznie bardziej prymitywne niż sobie wyobrażamy. Propaganda zatem musi być przede wszystkim prosta i powtarzana wielokrotnie. Na dalsza metę ten tylko osiągnie podstawowe rezultaty w oddziaływaniu na opinię publiczną, kto potrafi sprowadzić problemy do najprostszej postaci, i kto ma odwagę, żeby zawsze powtarzać je w uproszczonej formie., pomimo sprzeciwu intelektualistów. – Goebels

Książki, którymi warto się zainteresować w tym temacie

Wszyscy jesteśmy winni przestępstwa, ciężkiego przestępstwa: nie żyjemy pełnią życia.
Henry Miller
Nie ma ludzi psychicznie zdrowych. Są tylko niedostatecznie zbadani.
Sigmund Freud
Im więcej człowiek wie o sobie w kontekście wielości doświadczeń, tym większa jego szansa by nieoczekiwanie, pewnego pięknego poranka, móc zdać sobie sprawę z tego, kim on w istocie jest – czy raczej Kim (wielka litera) „on” (w cudzysłowie) w Istocie (wielka litera) Jest (wielka litera).
Aldous Huxley
Wszyscy jesteśmy winni przestępstwa, ciężkiego przestępstwa: nie żyjemy pełnią życia.
Henry Miller
Nie ma ludzi psychicznie zdrowych. Są tylko niedostatecznie zbadani.
Sigmund Freud

Treści powiązane

Portugalska armia ćwiczy odporność na strach

R'ha

Portal Destrudo

O technikach manipulacji, chorobach psychicznych, itp.

Lista książek i filmów do przeczytania

Vera F Birkenbihl
Komunikacja Niewerbalna

Glen Doman
How to Multiply your baby's Inteligence?

zobacz więcej...
Chińska sztuka wojny i stosowania forteli - Piotr Plebaniak

36 forteli - Chińska sztuka podstępu, układania planów i skutecznego działania

Piękne chińskie sentencje i chińskie przysłowia - Piotr Plebaniak

Starożytna mądrość chińska - Zbiór 81 pięknych sentencji i cytatów, które są jednocześnie kluczem do zrozumienia chińskiej mentalności i chińskiej kultury

Zobacz wszystkie książki autora Gavagai.pl